• ttip

    TTIP – Komisja Europejska obiecuje publikować więcej dokumentów

    Wczoraj w Ministerstwie Gospodarki odbyły się konsultacje w sprawie TTIP.

    Nas reprezentował Zbyszek Łukasiak który już na początku dyskusji zaprotestował przeciwko używaniu terminu ‚własność intelektualna’.  Na razie nikt się tym nie przejął – ale musimy być wytrwali.

    Rozmowa toczyła się głównie na temat tajności procesu negocjacji i tak zwanego Investor State Dispute Settlement – czyli mechanizmu prawnego za pomocą którego firmy które zainwestowały w danym państwie mogą przed sądami arbitrażowymi domagać się  od tego państwa odszkodowania za ich zdaniem nieuczciwe traktowanie. Ciekawe spojrzenie na to czym są umowy takie jak TTIP wyraził na spotkaniu nasz kolega Władek Majewski mówiąc o tym, że stronami w nich nie są tak naparwdę państwa – ale korporacje i społeczeństwa. Rzeczywiście rządy państw negocjują te umowy – ale koflikt interesów w tej grze jest często nie tyle pomiędzy nimi bezpośrednio ile między korporacjiami a społeczeństwami tych państw. Stwarza to zagrożenie, że negocjatorzy dążyć będą do kompromisu w którym ustępstwa wobec korporacji mającej siedzibę w jednym państwie opłacone będą ustępstwami wobec korporacji mającej siedzibę w drugim państwie – a zapłacą za to wszystko społeczeństwa.

    Czym jest ISDS i jakie zagrożenia stwarza można poczytać chociażby w wikipedii. Wszelkie umowy międzynarodowe ograniczają w pewnym stopniu suwerenność państwa – ale ISDS robi to w sposób szczególnie przebiegły – bo formalnie pozwala ustawodawcy na zmianę prawa – ale w praktyce może spowodować, że za każdą zmianę niekorzystną dla zagranicznych korporacji państwo będzie musiało zapłacić słoną karę. Dla nas szczególnie niebezpieczne wydaje się powiązanie ISDS z prawami monopoli intelektualnych, wiemy jak twórcze potrafią być wyliczenia koncernów muzycznych i wytwórni filmowych na temat zysków jakie tracą na tej czy innej formie dzielenia się utworami. Jednak nasze państwo jest już związane tego typu umową z USA, umową wynegocjowaną tuż po zmianie ustroju w 1989 roku kiedy państwo polskie miało nikłą siłę przetargową i co za tym idzie bardzo dla nas niekorzystną. Okazuje się, że dla naszego rządu TTIP jest szansą na zastąpienie tej właśnie starej i niekorzystnej umowy nowymi zapisami które będą lepiej zabezpieczać interes Polski. Trudno się kłócić z takim podejściem do tematu – jednak trzeba by te dwie wersje dokładnie przeanalizować.

    I tu przechodzimy do, chyba najważniejszego, tematu tajności negocjacji. Jak się często przekonujemy na własnej skórze najważniejsze w umowach bywa to co napisane jest drobnym druczkiem. Trudno dyskutować o tym czy stara czy nowa umowa jest dla nas lepsza – nie znając dokładnie treści tej nowej umowy, a ta jeszcze nie istnieje. Istnieją różne dokumenty negocjacyjne – lecz te z kolei tajne są ze względu na taktykę negocjacji – strona europejska nie może publikować analiz rozważanych wariantów – bo mogłoby to być wykorzystane przez stronę amerykańską. Oznacza to, że do czasu podpisania traktatu konsultacje społeczne odbywać się mogą jedynie na frustrująco abstrakcyjnym poziomie. Jednak przecież dokumenty już przekazane stronie amerykańskiej, jak również te które nasi negocjatorzy od nich otrzymali nie są żadną dla amerykanów tajemnicą. Dlaczego więc nie miałyby być opublikowane? Okazuje się, że opór przed takim rozwiązaniem pojawił się po stronie amerykańskiej – przynajmniej tak to na spotkaniu tłumaczyła Szefowa przedstawicielstwa Komisji Europejskiej w Polsce Ewa Synowiec. Nie daliśmy za wygraną  i uzyskaliśmy od pani Synowiec obietnicę, że sprawdzi jeszcze tą możliwość na najbliższych spotkaniach KE. Trzeba będzie to Komisji przypominać.

    Bez dokumentów konsultacje są dość jałowe.

Leave a reply.

You must be logged in to post a comment.